Śnieg padał coraz mocniej. Na dworze było zimno i czułam jak kostnieją mi palce u stóp. Za mną szło mnóstwo ludzi. Twarze zupełnie mi nie znane. Babcia miała dużo znajomych. Wszyscy przyszli,aby ją pożegnać. Cicho szlochałam mając nadzieje że nikt nie usłyszy. Doszliśmy do rodzinnego grobu babci. Kiedy ksiądz zaczął przemowe. Łzy po policzkach biegły coraz szybciej i szybciej było ich coraz więcej. Czułam w środku jakby mi czegoś brakowało. Jakąś pustkę. Nie potrafiłam się uspokoić w głowie miałam tylko ją śmiejącą się do mnie radośnie kiedy mówi że mnie kocha a przed oczami trumnę brązową małą trumienkę leżącą na śniegu obok ksiądz, pracownicy firmy pogrzebowej i wszyscy inni którzy przybyli na ceremonię. Tam na cmentarzu zdałam sobie sprawę jak bardzo ją kocham. Ilu rzeczy jej jeszcze nie powiedziałam i jak bardzo pragnę aby wróciła, wtuliła się we mnie i nigdy już nie puściła. Szlochałam coraz głośniej, rozpacz w moim głosie można było usłyszeć na drugim końcu cmentarza i te słone łzy opadające na szalik, biały od śniegu.
Dzień skończył się dla mnie bardzo zle. Oczy podkrążone. Usta napuchnięte od płaczu i żałobny, brzydki stój zdobiacy moje ciało. Stałam przed lustrem w toalecie i chciałam aby zaczęła się noc. Chciałam zasnąć i nie czuć tego bólu i samotności.
Moja babcia zmarła w poniedziałek wieczorem. Miała nowotwór. Rak postępował coraz szybciej i jej stan znacznie się pogorszył. Miałam nadzieje że mnie nie zostawi. Że latem znów rozsiądzie się w ogrodowej huśtawce i będzie jadła lody truskawkowe które tak bardzo lubiła. Niestety ktoś tam u góry zdecydował inaczej.
''TAK CICHO, BEZ POŻEGNANIA ZOSTAWIŁAŚ NAS, W NASZYCH SERCACH I UMYSŁACH PO WIECZNY CZAS''
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz