Siedzę wygodnie w fotelu i piszę...Za oknem,zima, płatki śniegu powoli opadają na ulicę. W oddali dostrzec można drzewa których korony jak gdyby chciały dosięgnąć nieba. Chodnik jest biały wygląda tak jakby ktoś przed chwilą wysypał na niego kilogramy mąki. Chodzi nim mnóstwo ludzi. Zostawiają po sobie tylko małe i duże ślady zimowych butów. Na ulicy panuje zamęt ,w popłochu matki wołają swoje dzieci. Przed sklepem jakiś mężczyzna pali papierosa i patrzy na śpieszących się ludzi. Z osiedlowych schodów schodzi postawny wysoki starszy pan ubrany w czarny długi płaszcz a zaraz obok niego maszeruje chłopiec na moje oko ma może 5 lat. Wnioskuje że to wnuk. Rzucają się kulami śnieżnymi i śmieją. Widać jak bardzo się kochają. Mijają nie dużą, brązową ławkę na której siedzi szczupła pani w granatowej kurtce, w ręku trzyma zniszczoną torebkę. Głowę spuszczoną ma w dół. Wydaje się jakby o czymś bardzo ciężko myślała. Jest raczej smutna. Siedzi na zaśnieżonej ławce nie zdając sobie sprawy, że może się przeziębić. Co ją tak gryzie ? Czemu jest taka smutna? Ludzie mijają ją i nikt nie podejdzie zapytać czy czegoś nie potrzebuję. Kierują na nią wzrok ale zaraz potem odwracają głowy i patrzą w przeciwnym kierunku. Zostawiając ją samą ze swoimi problemami.
Teraz na moją twarz wdarł się smutek, a w sercu zapanował chłód...Co jeśli mnie kiedyś też czeka taki los? Co jeśli zostanę całkiem sama i ludzie przestaną zwracać na mnie swoją uwagę ? Co jeśli będę nieszczęśliwa?
Codziennie mówię,że mam jakiś kłopot. Jednym z nich jest brak ulubionej kawy czy nie uprasowana bluzka. Tak naprawdę to nie są żadne problemy w porównaniu z tymi jakie ma ta kobieta. Może właśnie zdradził ją mąż, zostawił samą z długami ? Może komornik zabrał cały jej majątek,a ławka na której siedzi to jej ostatnia deska ratunku? Możemy się tylko zastanawiać.
Jestem jak ta pani, całkiem samotna, jest mi źle, chciałabym własnie teraz móc się do kogoś przytulić, ale każdy ma ważniejsze sprawy, nie zauważają mnie. Mama zajęta w kuchni, tata wypoczywa przed telewizorem. Nikt nie zapytał mnie jak radzę sobie ze śmiercią mojej kochanej babci. Bardzo mi jej brakuje w te niedzielne po południe pewnie poszłabym ją odwiedzić. Pewnie razem śmiałybyśmy się i jadły pyszne ciasto. Jutro mija tydzień jak jej już ze mną nie ma a mi nadal wydaje się że przebywa w szpitalu albo wyjechała gdzieś i zaraz do mnie wróci. Jestem samotna... Tęsknie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz